| 8 marca, Dzień Kobiet.... |
| czwartek, 04 marzec 2010 09:16 | |||
Mylił się poeta. Kobieta nie jest puchem marnym i wietrzną istotą. Kobieta to mądrość, siła, odwaga i odpowiedzialność. Coraz więcej z nas dochodzi do głosu, zajmuje eksponowane stanowiska w firmach, prowadzi własne biznesy, angażuje się w życie publiczne. Z okazji Dnia Kobiet przedstawiamy sylwetki dwóch przedstawicielek płci pięknej, ale nie słabej....
Kobiecość daje wiele możliwości, jak twierdzi założycielka galerii SMS. Oto historia kobiecości artystycznejMarta. Dobre imię dla artystki Portret kobiety, która kilkanaście lat temu wzięła sprawy w swoje ręce. Odważnej, choć, jak twierdzi, ze wrodzona nieśmiałością. Którą jednak udało się przełamać dzięki spontaniczności połączonej z optymizmem. Marta Zajączyńska-Kowalska. Z wykształcenia architektka, z zamiłowania plastyczka. Kiedyś biegała w ochronnym kasku po budowach, tworzyła projekty, przebywała w męskim towarzystwie. Dziś w pracowni: rzeźbi, maluje i tego samego uczy innych. Pracuje z dziećmi i młodzieżą, promuje młode talenty. mARTa Jest humanistką ze zdolnościami matematycznymi. Zawsze marzyła o Akademii Sztuk Pięknych, jednak wybrała architekturę i jest przekonana, że dokonała słusznego wyboru: architektura to idealne połączenie nauk humanistycznych i ścisłych. Uczy też logiki w sztuce. Po studiach Marta dostała pracę w gliwickim biurze projektów budownictwa przemysłowego. Była zastępczynią kierownika biura i projektantką, pracowała nad wnętrzami, architekturą zielni. W tym czasie jej mąż wyjechał na kontrakt do Libii. Odwiedzała go podczas wakacji. Kiedy wróciła z jednego z takich urlopów, w biurze czekała na nią „niespodzianka”. Reorganizacja. Dyrektor zrobił roszady: zamknął pracownię, architektów poprzenosił… Marta, po 10 latach pracy, złożyła wypowiedzenie. To był początek lat 80. i początek jej nowej drogi zawodowej. Musiała poszukać jakiegoś zatrudnienia. „Słuchaj, nie masz co ze sobą zrobić? Idź do szkoły. Zobaczysz, jak jest, popracujesz, rozejrzysz się przy okazji”, poradziła koleżanka. Posłuchała. Zrobiła kursy pedagogiczny i metodyczny, zatrudniła się jako nauczycielka plastyki. Nauczanie ją wciągnęło. Ale przy okazji „rozglądała się”. Do głowy przychodziło coraz więcej pomysłów. Sama praca w szkole już nie wystarczała. Zaczęła organizować akcje plastyczne. „No nic, chyba muszę otworzyć firmę”, pomyślała pewnego dnia. I otwarła własną szkółkę, studio. Nazwała je od swojego imienia – mARTa. Jej zdaniem, to dobra nazwa dla miejsca twórczego, bo zawiera w sobie słowo art (sztuka). Pierwsze zajęcia odbyły się w 1994 roku, w małej piwniczce przy ul. Lipowej. Później szkółka trzy razy zmieniała adres: poddasze przy Marcina Strzody, małe pomieszczenie w kamienicy przy Jasnogórskiej, wreszcie lokal na Kaczyńcu. Miejsce promowania młodych talentów w Gliwicach. Tu rzeźbi się artystów. Studio ma już za sobą spore doświadczenie: wernisaże, udziały w plenerach, konkursy, nagrody, wyróżnienia, udziały w wystawach międzynarodowych. SMS Kiedy rozmawiamy w pracowni, otacza nas sztuka. Na ścianach, półkach, stole… Przede mną ogromny obraz. Efekt pracy grupowej wychowanków Marty, za który otrzymali Grand Prix konkursu zorganizowanego przez Pałac Młodzieży w Katowicach. Ale wokół nie tylko prace uczniów szkółki. Także dzieła założycielki. Marta zajmuje się ceramiką, maluje na jedwabiu, płótnie, robi artystyczną biżuterię. Wiecznie zajęta: praca z uczniami, twórczość własna, prowadzenie strony internetowej studia, robienie dokumentacji, oprawianie prac wychowanków i zawożenie na konkursy. Do tego druga pasja – ogród. W nim również można spotkać dzieła sztuki – artystka w zieleń wkomponowuje swoje prace ceramiczne. Marta realizuje się dzięki studiu. Tu spełnia się jako artystka i nauczycielka. Chcąc uczyć młodzież, musi ciągle się rozwijać. Wymyśla autorskie programy, eksperymentuje, testuje. Kiedy nie miała swojego stałego miejsca i musiała biegać z wystawami po mieście, pomyślała: „dobrze byłoby mieć własną galerię…”. I tak narodził się pomysł SMS. Salon Młodej Sztuki mieści się w lokalu studia mARTa. – To galeryjka. Jest ciasna, ale własna – śmieje się plastyczka. Jej marzenia się spełniają. Ale czasem natrafia, jak mówi, „na opór materii”. Nieźle jednak sobie z tym oporem radzi. – Jestem dobrze przeszkolona – mówi. Szkołę przeszła na budowach, gdzie była jedyną kobietą. Sama wśród mężczyzn w walonkach, twardych facetów. – Wszystko było dobrze, gdy siedziałam, uśmiechałam się i przytakiwałam – wspomina. – Kiedy jednak wkraczałam do akcji, wskazywałam na jakieś błędy… ooo… to się już panom nie podobało. Ale nie dałam się zbyć, zapędzić w kozi róg. Ta odporność pomogła mi później przy zakładaniu studia i galerii. Marta idealnie połączyła dwie pasje – architekturę i malarstwo z pedagogiką oraz dydaktyką. Jest kobietą spełnioną i szczęśliwą. Przekonana, że to kobiecość daje jej tak wiele możliwości, zapału do pracy: – Mężczyźni mają tendencje do osiadania na laurach. Kobiety ciągle do czegoś dążą, są aktywne, nienasycone… To my ciągniemy w górę nasze związki, kręcimy światem i mamy naprawdę dużo do powiedzenia. Kobieta? To jest to! Marysia Sławańska * * * Jej życiorys obala wiele stereotypów, a ona sama każdego dnia udowadnia, że dla kobiety, jeśli tylko zechce, nie ma rzeczy niemożliwych. Syna urodziła zaledwie kilka miesięcy po zdaniu matury. Marzyła o prawie, ale los chciał inaczej – skończyła budownictwo. Uwielbia gotować, jak jej babcia, która zaraz po wojnie prowadziła restaurację. Sama jednak otwarła i zarządza z powodzeniem firmą budowlaną, wartą dziś niemal 200 mln zł…Dla Ewy Bobkowskiej – prezes zarządu gliwickiej firmy P.A. Nova – tajemnica sukcesu firmy, to wiara w ludzi i zbudowanie zespołu, który idealnie ze sobą współgra. Mała, wielka kobieta Urodziła się w Gliwicach, ale od dwudziestu lat mieszka w Pyskowicach, gdzie razem z mężem wybudowali w 1990 r. dom. Była prawie pewna, że studia prawnicze to to, co powinna wybrać po maturze. Chciała studiować w Krakowie. Przyznaje jednak, że delikatna sugestia mamy, że studia poza miejscem zamieszkania mogą być zbyt dużym obciążeniem dla budżetu rodziny, wystarczyła, by zrewidowała swoje plany. Na miejscu była Politechnika Śląska. Wybrała budownictwo, ponieważ z wszystkich politechnicznych kierunków, ten wydawał jej się najbliższy. Nie musiało upłynąć wiele czasu, by przekonała się, że był to strzał w dziesiątkę. O pracę zaraz po ukończeniu studiów nie musiała zabiegać. I to wcale nie dlatego, że takie to były czasy, ale dlatego, że uczyła się na tyle dobrze, by ufundowano jej stypendium w gliwickim Biprohucie. - Jednak to właśnie wtedy zaczęły się pierwsze problemy w przemyśle ciężkim i nie za bardzo chcieli mnie tam przyjąć - wspomina Bobkowska. Martwić się jednak nie musiałam. Odkupiła mnie Spółdzielnia Studencka, z którą współpracowałam już na studiach pracując w Radzie Uczelnianej. Dała za mnie nie mało, bo równowartość małego fiata. W spółdzielni zostałam kierownikiem Zakładu Projektowania. Przepracowałam na tym stanowisku osiem lat. Dość szybko okazało się jednak, że mój temperament nie sprzyja pracy za deską. Więc kiedy przyszedł rok 1987 i na rynku powstawać zaczęły pierwsze prywatne firmy, nie zastanawiałam się nawet pięciu minut… I tak powstał Budoprojekt – uśpiona dziś spółka matka notowanej na giełdzie P.A. Nowej. Budoprojekt założyła razem z kilkoma kolegami w 1987 r. P.A. Nova powstała trzynaście lat później – w 1990 r., najpierw jako spółka z ograniczona odpowiedzialnością, by w 2007 r. przekształcić się w spółkę akcyjną. 20 lipca 2007 r. gliwicka P.A. Nova debiutowała na warszawskiej giełdzie. Do dzisiaj jest tam jedyną, oprócz Wasko, firmą z siedzibą w Gliwicach. W obrocie gotówkowym jest aktualnie 30 proc. akcji P.A. Novej, pozostałe 70 proc. należy do Bobkowskiej, jej męża Grzegorza i syna Maćka. Można śmiało powiedzieć, że to spółka rodzinna, gdyż obaj panowie są zawodowo związani z firmą. Grzegorz Bobkowski, mimo że od lat jest adiunktem na Wydziale Górniczym Politechniki Śląskiej, pracuje także w P.A. Novej – w dziale CAD-owskim. Syn, radca prawny, mimo że prowadzi dwie kancelarie prawnicze – w Gliwicach i Strzelcach Opolskich – obsługuje firmę od strony prawnej. Gdy pytam, czy to właśnie on przejmie kiedyś zarządzanie P.A. Novą, Bobkowska uśmiecha się i z całkowita powagą odpowiada, że raczej będzie to wnuczek – 3,5-letni dzisiaj Tytus. Skąd to przekonanie? – Już dzisiaj interesuje się sprzętem budowlanym, choć nikt mu niczego nigdy nie sugerował – dopowiada Bobkowska. Na każdym spacerze, w każdej książce, szuka tylko jednego – maszyn budowlanych. Już nawet spytałam go, czy będzie chciał kiedyś prowadzić firmę, której szefuję. Wprawdzie najpierw odpowiedział, że nie, bo nie umie, ale jak tylko wytłumaczyłam mu, że tego można się nauczyć, to już problemu nie widział. Prezes P. A. Novej jest przekonana, że do prowadzenia firmy w branży budowlanej, trzeba mieć predyspozycje i takie, a nie inne cechy charakteru. Te najważniejsze? Konsekwencja, upór, odwaga...Stawia na wizję i wytyczanie sobie celu, do którego osiągnięcia powinno się dążyć niezrażając drobnymi niepowodzeniami. – Trzeba wiedzieć, co chce się robić za rok, pięć lat, dziesięć lat – dodaje Bobkowska. I jeszcze jedno! To tajemnica sukcesu firmy, którą prowadzę. Trzeba otoczyć się właściwymi ludźmi. Powinni być znakomitymi fachowcami, a jednocześnie nadawać na tych samych falach. I to mi się udało. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby nie zespół, który mnie otacza, to o żadnym sukcesie nie byłoby mowy. Bobkowska to nie szef jedynie od cyferek, tabelek i liczenia pieniędzy w kasie. Przekonuje, że próbuje na co dzień ogarnąć w firmie wszystko to, co według niej ważne. Więc także relacje międzyludzkie. – To ja jestem od łagodzenia konfliktów, rozwiązywania problemów, podpowiadania rozwiązań – dopowiada prezes P. A. Novej. I tego nie można sobie odpuścić nawet na chwilkę. To duży zespół, bo zatrudniamy ok. 200 osób, ale to w niczym nie przeszkadza. Trzeba umieć znaleźć czas na wszystko. Słucham, jak opowiada o sobie, o firmie, o rodzinie, współpracownikach, swoich pasjach, zainteresowaniach i...nie mogę się oprzeć wrażeniu, że bycie kobietą tylko i wyłącznie pomaga jej w osiąganiu na co dzień harmonii i spełnianiu swoich marzeń. W osiągnięciu sukcesu po prostu. Sama przyznaje, że fakt, iż jest małą, drobną kobietką, w prowadzeniu interesu nie przeszkadzał jej nigdy. – Może i przy pierwszym spotkaniu ktoś czasem się zdziwi, ale generalnie ważna jest wiedza, zdecydowanie w podejmowaniu decyzji, a nie to czy szefem jest kobieta czy mężczyzna – dopowiada Bobkowska. I to się tyczy zarówno kontaktów z prezesami innych firm, jak i kontaktów z pracownikami. Cieszę się respektem i szacunkiem. Może znaczenie ma to, że nigdy nie podnoszę głosu, nigdy nie krzyczę, nigdy nikogo nie obrażam? Pewnie wiele o tej cesze jej charakteru mogliby powiedzieć mężczyźni jej życia – mąż i syn. Bo historia jej małżeństwa jest tak samo niezwykłą i budująca, jak historia budowania firmy. Pobrali się tydzień po zdaniu przez nią matury. Grzegorz Bobkowski był wtedy studentem trzeciego roku na Wydziale Górniczym PŚl. – Nasz synek urodził się kilka miesięcy później i w niczym to nam nie przeszkodziło. Bez problemu skończyliśmy studia i ułożyliśmy sobie życie zawodowe – dopowiada Bobkowska. I dodam jeszcze, że na pomoc rodziców raczej nie mogliśmy liczyć, chociażby dlatego, że sami byli jeszcze aktywni zawodowo. Dzieliliśmy się więc z mężem obowiązkami i opieką nad małym. Pomagali znajomi z roku pisząc przez kalkę notatki na wykładach. Potem przyszedł czas na opiekunkę. Po prostu – musieliśmy sobie poradzić i poradziliśmy sobie. I koniec końców, gdy rozkręcałam firmę, Maciek miał już 12 lat! Bobkowska ze spokojem tłumaczy, że innej możliwości nie ma – gdy prowadzi się własny interes, ma się mniej czasu dla rodziny, dla najbliższych. Znalazła jednak receptę i na to. Weekendy są niemal święte. Poświęcone rodzinie, dbaniu o dom. Przynajmniej dwa razy w roku wszyscy razem wyjeżdżają na narty, do Austrii albo do Włoch. W wakacje letnie planują wojaże bardziej egzotyczne. Zwiedzili już Australię, Chiny, Meksyk, Peru. W tym roku planują wyjazd do Chile i na Wyspę Wielkanocną, myślą też o Kenii. Czasu musi starczyć i na tę pasję i na kilka pomniejszych, równie ważnych. Kocha zwierzęta, zwłaszcza koty. Aktualnie ma jednego kota domownika i dużo kotów „zewnętrznych”, jak je nazywa, które przychodzą do jej domu na śniadanie i kolację. Zawsze znajdzie czas na dobrą książkę i dobry film. Lektura z ostatnich dni? „Noce i dnie mojego życia” Antczaka. Film? Obejrzała „Dziewięć”, w planach ma „Widmo”. Recepta na odzyskanie energii, na odpoczynek i naładowanie baterii? Grono sprawdzonych przyjaciół. Jednak, jeśli odpoczynek, to tylko na chwilę, bo prezes P. A. Novej ma jeszcze wiele spraw i planów, które chciałaby w firmie dopilnować. Aktywna zawodowo zamierza być jeszcze przynajmniej przez kolejną dekadę. Na koniec pytam o radę dla tych pań, które zastanawiają się nad otwarciem własnej firmy. Odpowiada błyskawicznie – Zawsze warto spróbować, zawsze warto zaryzykować, nawet jeśli miałybyśmy popełnić błąd. Lepsze to, niż żałowanie po latach, że się nie spróbowało i nie zaryzykowało. Barbara Rozkrut Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|

















Mylił się poeta. Kobieta nie jest puchem marnym i wietrzną istotą. Kobieta to mądrość, siła, odwaga i odpowiedzialność. Coraz więcej z nas dochodzi do głosu, zajmuje eksponowane stanowiska w firmach, prowadzi własne biznesy, angażuje się w życie publiczne. Z okazji Dnia Kobiet przedstawiamy sylwetki dwóch przedstawicielek płci pięknej, ale nie słabej....
Kobiecość daje wiele możliwości, jak twierdzi założycielka galerii SMS. Oto historia kobiecości artystycznej