Kolejna edycja świątecznej akcji „Serce zza krat”. Tym razem osadzeni mężczyźni zrobili prezent 8-letniej Oliwii Kubior z Sierakowic. Paczki wręczono dziewczynce w zabrzańskim szpitalu.  
Tuż przed świętami na oddziale hematologii i onkologii szpitala klinicznego dla dzieci w Zabrzu spotkaliśmy się z małą pacjentką, mieszkanką powiatu gliwickiego. 

Z Oliwką Kubior, bo o niej mowa, byli rodzice, mama Ania i tata Sebastian, z nami – Adam i Jacek, mężczyźni osadzeni w Zakładzie Karnym w Zabrzu oraz major Aleksandra Czajka, starszy wychowawca z działu penitencjarnego. Osadzeni przynieśli prezenty, od siebie i kolegów. Więźniowie przeczytali o Oliwce w naszej gazecie, wzruszyli się i postanowili sprawić jej radość – zebrali pieniądze na świąteczny prezent. 

Gliwice i Zabrze. Pomoc płynie zza każdej kraty  
Akcja nosi nazwę „Serce zza krat”, a na jej pomysł, dwa lata temu, wpadł Adam, przebywający wówczas w Areszcie Śledczym w Gliwicach. Dwa razy zorganizował w jednostce przy Wieczorka zbiórkę pieniędzy na paczkę dla potrzebującego dziecka, którego historię opisaliśmy w „Nowinach Gliwickich”. Teraz, kiedy Adam przebywa już w zabrzańskim zakładzie, jego akcja poszła za nim. Kolejny raz zadzwonił do redakcji z prośbą o wskazanie małego bohatera naszych artykułów. Po dwóch chłopcach przyszedł czas na dziewczynkę. 

Ośmioletnia Oliwka gościła na naszych łamach przy okazji charytatywnego meczu piłkarskiego, jaki specjalnie dla niej zagrano na boisku w Sierakowicach. Do małej wsi w gminie Sośnicowice przyjechali wtedy, by zmierzyć się z tamtejszym Startem, zawodnicy Górnika Zabrze. Górnik wygrał 6:0, a dla Oliwki zebrano ponad 20 tys. zł. 

Dziewczynka pomogła też innym. Otóż podczas meczu była ambasadorką DKMS, fundacji prowadzącej bazę dawców szpiku. W akcję zaangażowały się, jako wolontariuszki, nauczycielki ze szkoły ośmiolatki, a podczas imprezy, w ciągu zaledwie dwóch godzin, zarejestrować w bazie chciało się aż sto osób. Ostatecznie zarejestrowano 40 – tyle nadawało się na dawców. A wszystko w niewielkim, liczącym około tysiąca mieszkańców, sołectwie. 

O Oliwce słów kilka 
Oliwia Kubior, zwana przez rodziców Olą, cierpi od roku. O chorobie dowiedziała się w mikołajki 2016. Wcześniej rodzice zaniepokoili się jej siniakami. Wiadomo, jak to u dziecka, robiły się po zabawie, szczególnie szaleństwach z młodszym braciszkiem, Kubą. Każde dziecko je sobie nabija, to nic szczególnego. Różnica jednak była taka, że z ciała Oliwki sińce nie chciały znikać. 

Anna i Sebastian najpierw pojechali z córką na morfologię. Od razu wysłano ich do kliniki w Zabrzu. Był listopad. Wtedy jeszcze sądzono, że być może to po prostu małopłytkowość krwi, ale 6 grudnia przyszła diagnoza dokładna: anemia plastyczna, postać ciężka. Ciężka, bo u dziewczynki pracowało tylko 10 procent szpiku kostnego.

Skąd się ta choroba wzięła? Trudno powiedzieć. Gdybano, że może zaszkodziły jakieś farbki do malowania, bo przecież mogła w nich być szkodliwa chemia, może zaszkodził smog… 

- Takie dociekanie nic nie daje – mówi tata Sebastian. - Ważniejsze było rozważenie, jak chorobę leczyć. A wiedzieliśmy, że były przypadki wyleczenia środkami farmakologicznymi. 

Niestety, okazało się, że w przypadku podawania leków ryzyko nawrotu jest bardzo duże, dlatego zapadła decyzja o przeszczepie szpiku i szukaniu dawcy. 

Oliwka miała szczęście – już po dwóch tygodniach znalazło się ich trzech: dwóch mężczyzn z Niemiec i Polka, 34-letnia matka dwójki dzieci. Lekarze wybrali kobietę – jej zgodność z Oliwką była „10 na 10”, miała nawet tę samą grupę krwi. 

Przeszczep dziewczynka przeszła w marcu tego roku. Udał się. Początki, jak mówi tata, były „super”, nawet szybko otwarto sterylną salę, w której ośmiolatka leżała, pacjentka szybko też wyszła do domu. 

Wszystko układało się dobrze do momentu, gdy na skórze Oliwii zaczęły się pojawiać zmiany graftowe (graft: „przeszczep przeciwko gospodarzowi”; rodzaj fizjologicznej reakcji zachodzącej w organizmie biorcy pod wpływem wprowadzonych do niego obcych antygenowo limfocytów – red.). 

- Sądziliśmy, że podleczą Olę sterydami i wszystko będzie w porządku, ale okazało się, że ten graft był na sterydy odporny – mówi Anna, mama ośmiolatki.

- 16 lipca. Tę datę zapamiętamy długo – dodaje tata. - Ola była leczona lekiem minimalizującym odrzut i ten lek, wraz ze skokiem ciśnienia, spowodował zapaść. Córka trafiła na OIOM, straciła świadomość, nie potrafiła mówić, nie rozpoznawała nikogo… Na szczęście szybko z tego stanu wyszła. 

Jedynym sposobem na walkę z graftem była kosztowna i nierefundowana przez NFZ fotofereza. Sebastian tłumaczy, na czym polega: 

- Ola co dwa tygodnie jeździ na dwa dni do szpitala, aby naświetlić krew. By ta krew nie atakowała jej od środka. 
- To takie solarium – dodaje z uroczym uśmiechem Oliwka. A jej tata kontynuuje: 
- Krew jest naświetlana przez 45 minut i potem wraca do ciała Oli. Noc w szpitalu i jeszcze raz to samo...

Lekarze twierdzą, że pierwsze efekty fotoferezy pojawią się po trzech miesiącach leczenia. Mała pacjentka zaczęła dopiero 13 listopada, więc musi jeszcze trochę poczekać. Ale rodzice są dobrej myśli. - Nie ma innej możliwości, jak polepszenie. Wierzymy w to, bo widzimy postępy u innych dzieci. Córka wyjdzie z tego, nie dopuszczamy innego scenariusza.

Może lekarze zgodzą się na Lolę
Właśnie na fotoferezę zbierano fundusze podczas meczu w Sierakowicach. Ale pieniądze potrzebne są nadal. Chodzi nie tylko na naświetlanie. Oliwkę czeka przecież długotrwała i nietania rehabilitacja, poza tym, codziennie, dostaje mnóstwo leków (nie wszystkie są refundowane). 

Ośmiolatka wygląda już dużo lepiej, potrafi samodzielnie usiąść, na razie jednak porusza się na wózku. To przez przyjmowane jakiś czas temu sterydy, one uszkodziły układ kostny. W efekcie dziewczynka ma bardzo zaawansowaną osteoporozę i chodzenie sprawia jej ogromny ból. 

- W przypadku Oli wszystko zmienia się szybko – mówią rodzice. - Ciągle dowiadujemy się czegoś nowego... Teraz przed nami badanie gęstości kości, trzeba sprawdzić, w jakiej są kondycji.

Oliwka ma wielkie marzenie. Chciałaby yorka, suczkę. Ma już nawet dla niej imię – Lola. Na psa muszą się jednak zgodzić lekarze. - Kiedy Ola wstanie już z wózka, to może przekonam profesorów i panią doktor do tego yorka. Wprawdzie profesor proponował córce zamienniki, chomika albo rybki, ale ona nie chce – śmieje się Sebastian.  

Afganka dla Oliwki 
Na razie Oliwka dostała inne prezenty. Takie, którymi i lubi, i może się bawić. Klocki – farmę ze zwierzętami (oborę można przenosić jak torebkę) oraz Lego. Do tego trochę słodkości i bon na 400 zł do wykorzystania w jednym z markowych sklepów dla dzieci. 

Na to wszystko złożyli się mężczyźni osadzeni w Zakładzie Karnym w Zabrzu, w ramach akcji „Serce zza krat”. Od jednego z nich dziewczynka otrzymała dodatkowo coś specjalnego – namalowany przez więźnia portret kobiety, Afganki ze słynnego zdjęcia National Geographic. Prezent okazał się trafiony, bo Oliwka bardzo lubi malować i rysować.     

W imieniu wszystkich osadzonych dary wręczyli, w szpitalnej świetlicy, Adam i Jacek oraz pani major, życząc małej pacjentce przede wszystkim zdrowia. Ale Oliwka też przygotowała coś dla swoich gości – świąteczną kartkę z życzeniami zdrowego, wesołego i spokojnego Bożego Narodzenia, a także podziękowaniami za pomoc i pamięć.    

A my prosimy, by pamiętać o Oliwce Kubior z Sierakowic nie tylko w tym szczególnym okresie, ale w całym kolejnym roku. Zachęcamy czytelników do wpłaty dowolnego datku na pomoc w leczeniu dziewczynki. 

Podajemy fundacyjne konto Oliwii:  
Fundacja Iskierka
Warszawa 02-047, ul. Pługa 1/2
ING Bank Śląski nr konta:
70 1050 0099 6781 1000 1000 0589
cel szczegółowy: „Oliwia Kubior”

Marysia Sławańska 




Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj