Powstała, by walczyć ze środowiskiem „kiboli”. Taka specyficzna walka –  nie pałką, a prewencją, tam, gdzie ma to duży sens. I jeszcze jedno: miała pokazać, że sport to świetna alternatywa dla używek. 
Absolwentami Akademii Młodego Kibica są... kibice. Nie „pseudo”, chuligani, agresorzy, „kibole”: malujący niewybredne hasła na elewacjach, wszczynający bójki na stadionach, napadający na przechodnia za szalik z barwami drużyny przeciwnej, usiłujący dostać się na mecz z racami i petardami, a potem je odpalić. Absolwenci akademii to prawdziwi, wierni fani futbolu i swojej drużyny, wielbiciele piłki nożnej, a nie ustawek. Tacy, jakich każdy piłkarz chciałby mieć na trybunach podczas swojej gry. Mają zaledwie kilka, kilkanaście lat, ale wiedzą już, jak zachować się na stadionie.

Akademia Młodego Kibica, program stworzony przez gliwicką policję, przez kilka lat zdążył wykształcić w wielu młodych ludziach właściwe postawy. Policjanci wpadli na pomysł akademii przede wszystkim po to, by przeciwdziałać agresji wśród młodych fanów futbolu: zadziałać prewencyjnie, dotrzeć do pokolenia najmłodszego, zanim będzie za późno. Czyli – zanim nieodpowiednie postawy ukształtują w nich środowiska pseudokibiców. Akademia ma też cel inny: pokazanie młodzieży, że zamiast sięgać po dopalacze, narkotyki czy alkohol, można sięgać po piłkę.  

Tę walkę o młodych ludzi rozpoczęły w roku 2014 policjantki wydziału prewencji gliwickiej komendy miejskiej – Katarzyna Wosik i Aneta Sokalla. Program skierowany został głównie do uczniów klas trzecich i czwartych szkół podstawowych, choć brali w nim udział również pięcio- czy szóstoklasiści. 
W ramach akademii najpierw organizowane były eliminacje – w szkolnych klasach, salach gimnastycznych, na boiskach. Najlepsi brali potem udział w wielkim finale – nagrodą dla dzieci był już sam fakt gry w piłkę na prawdziwym stadionie przy Okrzei, na murawie, po której biegają piłkarskie sławy.  

Finał na stadionie przy Okrzei to ukoronowanie akademii, pokazanie efektów tego, czego dzieci nauczyły się wcześniej. Wielką pracę policjantki wykonywały wcześniej, podczas zajęć w szkołach. Dzieci przede wszystkim poznawały podstawy prawa i regulamin obiektu sportowego. Czyli: co wolno, a czego nie wolno kibicowi. 

Wchodząc na stadion, nie można zakrywać twarzy, wnosić narzędzi, rac czy petard, podczas meczu nie można rzucać niczym na boisko czy samemu na nie wbiec, na stadionie trzeba słuchać poleceń ochrony, nie wolno zmieniać miejsca, kibicować zaś trzeba kulturalnie, nie obrażając fanów drużyny przeciwnej, grać fair play. Policjantki uczyły dzieci także, jak zakupić na sportowe widowisko bilet. 

By uczniów zainteresować, Wosik i Sokalla stawały na głowie. Przynosiły na przykład na zajęcia strój pseudokibica oraz plecak pełen niedozwolonych na stadionie przedmiotów, jak race czy farba w sprayu. Wosik przebierała się za kibica, zasłaniając twarz szalikiem, a na głowę zakładając czapkę i tak, z plecakiem, próbowała przedostać się na stadion. Sokalla, pełniąca w tym przedstawieniu rolę ochrony, kazała „kibicowi” odkładać kolejne rzeczy, odsłonić twarz. A że lekcje przeprowadzane były zawsze w sposób humorystyczny, dzieci zapamiętywały od razu. 

Potem policjantki organizowały quiz wiedzy (trzeba było zdać egzamin z tego, czego wcześniej się uczono) i konkurencje sportowe, oceniały doping. Aby dostać się do finału na stadionie miejskim, trzeba więc było trochę się postarać – jak w prawdziwej akademii.        

Przez cztery lata istnienia program ewoluował. Początkowo turniejom piłkarskim towarzyszyły konkursy na prace plastyczne (dotyczyły bezpiecznego kibicowania) oraz stadionową przyśpiewkę. Potem te dwie konkurencje zamieniono na konkurs taneczny – podczas kiedy chłopcy rozgrywali mecze, ich koleżanki dawały popisy jako cheerleaderki, przygotowując wcześniej choreografię, odpowiednie stroje oraz rekwizyty. Reszta uczniów zasiadała na trybunach i pokazywała, jak powinno się zagrzewać swoją drużynę do walki. Dzieci przynosiły ze sobą transparenty, śpiewały, wznosiły okrzyki, robiły meksykańską falę. Pilnując się przy tym bardzo, by nie wyjść z roli prawdziwego kibica. Z kolei ich koledzy na boisku dbali, aby zachować zasadę fair play. A nad tym, by wszystko przebiegało zgodnie z zasadami, czuwały Wosik i Sokalla – każda próba łamania zasad czy oszustwa była napiętnowana.  

W tym roku odbył się czwarty i, niestety, ostatni już finał Akademii Młodego Kibica. Policjantki mówią, że czekają teraz na nie wyzwania nowe, nowe pomysły na prewencję wśród najmłodszych gliwiczan.  

Wraz z policją akademię organizowało miasto (sponsorowało nagrody) oraz klub GKS Piast Gliwice. Szkoda tylko, że pomoc tego ostatniego sprowadzała się głównie do udostępniania dzieciom murawy. Prosiło się, by w wielotygodniową akcję aktywnie włączył się jakiś grający w barwach Piasta piłkarz – dzieci tylko czekały, aż jeden z nich pokaże im swoje triki z piłką, poprowadzi zajęcia, porozmawia. Wtedy akademia kibica miałaby sens jeszcze większy – uczniowie widzieliby, że prawdziwe kibicowanie oraz grę według zasad fair play popierają także sami sportowcy, często ich idole. 

Szkoda. Może gdyby pomoc partnerów była nie tylko rzeczowa, akademia trwałaby kolejne lata. 

(sława)   

Galeria

wstecz

Komentarze (4) Skomentuj

  • gz 2017-06-27 18:40:08
    Klub dałby piłkarza gdyby dostał kasę. Bez kasy ani rusz. Aż dziwne że za darmo dali murawę.
  • Matka 2017-06-27 18:40:59
    Szkoda... to była dobra inicjatywa w której uczestniczyła klasa mojego syna.
  • Nauczycielka 2017-06-27 21:27:45
    Akademia to była świetna sprawa. Szkoda że już ostatnia. Dzieciaki zawsze były zachwycone.
  • nauczycielka 2 2017-07-05 15:31:58
    AMK to był naprawde dobry pomysł - mówię to jako nauczycielka, która nie raz brała z dziećmi w tej akcji udział. No szkoda, że panie Kasia i Aneta musiały wszystko robić same - na dłuższą metę tak sie nie da; Gdyby klub i miasto włączyli się czynnie, nie tylko na plakatach, na pewno byłoby inaczej, a tak... szkoda